Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje z meczów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje z meczów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2009

Relacja: Bayern 0:1 Schalke

Bayern Monachium przegrał przed własną publicznością z Schalke 04 Gelsenkirchen 0:1 po bramce Halila Altintopa. Było to pierwsze zwycięstwo w historii "Niebieskich" na Allianz Arena.


Mecz:

W 8 minucie piłkarz Schalke, Vicente Sanchez chcąc uratować piłkę przed wyjściem na aut, wyskoczył wysoko w górę i niebezpiecznie spadł, a właściwie wypadł za boczną reklamę otaczającą murawę. Jednak na szczęście Urugwajczykowi nic się nie stało - o dziwo - i piłkarz od razu mógł kontynuować mecz. 10 minut później dobrą szansę mieli gracze Bayernu z rzutu rożnego - najpierw Luca Toni nie przeciął lotu piłki głową, a następnie Christian Lell nogą. W odpowiedzi korner wykonywali piłkarze z Gelsenkirchen. Bramkę strzałem głową zdobył Halil Altintop, brat siedzącego na ławce Bayernu Hamita. Bayern się jednak nie załamał. Andreas Ottl przejął jedno z podań i nie zastanawiając się wiele oddał strzał na bramkę Schalke, ale Manuel Neuer był na posterunku. Chwilę później akcja Franka Ribery'ego na skrzydle. Francuz zwiódł pilnującego go obrońcę, zagrał bardzo mocno w pole karne po ziemi, ale Christian Lell ponownie nie zdołał przeciąć tego podania. W 35 minucie bardzo sprytny strzał w wykonaniu Ribery'ego. W polu karnym przed reprezentantem Francji stał jeden z defensorów Schalke, ale Ribery szukając możliwości strzału, posłał piłkę między nogami rywala, przy słupku, jednak czujny w bramce gości był Neuer. Chwilę później na około 20 metrze przed bramką Schalke rzut wolny wykonywał Jose Ernesto Sosa i trafił w poprzeczkę. Na pięć minut przed końcem Sanchez wrzucił piłkę w pole karne Bayernu, tam mierzący 170 cm Phillip Lahm nie zdołał jej wybić, a stojący kilka metrów dalej Jefferson Farfan ładnie złożył się do strzału, ale posłał jednak piłkę ponad poprzeczkę. Przed przerwą Bawarczycy mieli jeszcze jedną okazję na wyrównanie, a dokładnie Martin Demichelis. Argentyńczyk znalazł się sam przed bramką Neuera, ale mimo dogodnej sytuacji posłał piłkę głową wysoko nad poprzeczką. Była to tym samym ostatnia akcja w pierwszej połowie po której Schalke prowadziło 1:0.

Kilka sekund po rozpoczęciu drugiej części gry, szansę mieli piłkarze Klinsmana. Mark van Bommel uderzył piłkę wybitą przed pole karne, ale strzelił wprost w środek bramki, gdzie był akurat golkiper przyjezdnych. Boczny obrońca Monachijczyków, Phillip Lahm zszedł do środka, uderzył mocno, ale bardzo niecelnie. W odpowiedzi na akcję Niemca, Christian Pander zapędził się pod pole karne rywali i oddał bardzo mocny strzał, który odbił na bok Hans-Jorg Butt, lecz Kuranyi nie zdołał dobić piłki, a ta wyleciała wysoko w powietrze na rzut rożny. Do narożnika podszedł Farfan, którego dośrodkowanie omało nie wpadło do bramki Bayernu, ale dobrze w tej sytucji spisał się Butt. W 56 minucie z piłką minął się Neuer, która spadła pod nogi Demichelisa, a ten uderzył w stronę bramki i jak pokazały powtórki trafił w rękę interweniującego Sancheza, ale arbiter nie podyktował karnego dla Bayernu. Urugwajczyk kilka minut później przeprowadził bardzo dobrą akcję, jednak mimo minięcia kilku graczy Bayernu, nie zdołał pokonać dobrze broniącego Butta. W 70 minucie meczu Herbert Fandel nie wachał się pokazać czerwonej kartki Jermaine'owi Jonesonowi który dopuścił się ostrego faulu na kapitanie rywali, Marku van Bommelu. Pięć minut później siły się wyrównały - drugą żółtą kartkę otrzymal Franck Ribery. Francuz kopnął w kostkę powracającego do defensywy Farfana. Murawę Allianz Arena powinien opuścić jeszcze jeden gracz, a dokładnie van Bommel. W 78 min. Holender sfaulował ostro od tyłu Farfana i dostał co prawda żółtą kartkę, ale była to jego dopiero pierwsza w tym meczu, choć już wczęśniej kapitan Bayernu dopuścił się kilku innych przewinień, a mimo tego sędzia go nie ukarał. W 81 minucie potężny strzał wprowadzonego w drugiej części gry Hamita Altintopa z przed pola karnego, ale Turek trafił wprost w Neuera który wypiąstkował futbolówkę. Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, Ze Roberto mocno zagrał w pole karne czym też nabił Orlando Engelaara w brzuch, ale piłka na szczęście zespołu gości minęła minimalnie słupek bramki. W ostatnich sekundach doliczonego czasu gry do strzału z boku pola karnego złożył się Hamit Altintop, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Manuel Neuer który przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Sędzia nie pozwolił już wykonać rzutu rożnego Bawarczykom i zakończył spotkanie które Schalke wygrało 1:0.



Komentarz:

Pierwsza połowa to bardzo szybka gra w wykonaniu obydwu drużyn. Dominowali piłkarze Bayernu którzy stworzyli wiele akcji, ale albo mieli pecha/dobrze interweniował Neuer albo byli niedokładni w swych poczynaniach. Schalke natomiast wyprowadzało sporadyczne ataki, ale jeden z nich udało im się zamienić na gola. Mecz po przerwie zaostrzył się, o czym świadczy chociażby 7 żółtych kartek, w tym w efekcie dwie czerwone. Bayern nie grał już z czasem tak dobrze, do głosu zaczęli częściej dochodzić gości, a w ostatnich 10 minutach gry przeprowadzili kilka kontr. Po pierwszej połowie, gdy próbowałem ocenić piłkarzy Bayernu, ciężko mi było znaleźć gracza który grałby źle. Bowiem - wg mnie - każdy grał co najmniej dobrze. Jeden dobrze-gorzej, drugi dobrze-lepiej, ale jednak wszyscy solidnie.

Podobał mi się w tym meczu boczny obrońca Bawarczyków, Christian Lell, który kilkukrotnie zapędzał się pod bramkę rywali, a w 30 minucie przeprowadził bardzo fajną akcję ze swojej połowy. Warto także wyróżnić Lucio, czyli jednego z najlepszych w swoim fachu ostatnich lat. Również niezły występ zaliczył Jose Ernesto Sosa, który rozprowadził kilka akcji i raz groźnie uderzył z wolnego. Słabo zagrał, a raczej rzadko był przy piłce, Włoch Luca Toni. Do gry niewiele wniósł Lukas Podolski który oprócz jednego dośrodkowania, był widoczny praktycznie tylko przy faulach, których to często on był prowodyrem.

Pod koniec meczu Herbert Fandel wyrzucił z boiska dwóch piłkarzy, Jermaine'a Jonesa z Schalke i Francka Ribery z Bayernu. Faul gracza drużyny przyjezdnej na Marku van Bommelu dla mnie był ewidentny i popieram decyzję podjętą przez sędziego. Innego zdania był komentator Sportklubu, który twierdził że obydwaj piłkarze upadli razem na murawę i on osobiście by za to żółtej kartki nie pokazał. Również przy kartce dla Francuza nasze opinie się różniły, tylko tym razem na odwrót - on popierał, ja nie.

Zwycięstwo Schalke z jednej strony nie zasłużone, bowiem to Bayern dyktował warunki, przede wszystkim w pierwszej połowie i tak naprawdę gospodarze powinni zdobyć trzy punkty. Z drugiej jednak, o zwycięstwo na Allianz Arena jest bardzo trudno, a co dopiero by było to zwycięstwo zasłużone. Być lepszym od Bayernu na ich terenie nie tylko pod względem zdobytych bramek, to bardzo ciężka sztuka.

Graczom z Gelsenkirchen należą się brawa za dzisiejszy mecz z Bayernem, który wygrali mając także dość odpowiednią ilość szczęścia.



Video:

Bramki (zobacz | pobierz)
Skrót (zobacz | pobierz)
Mecz (zobacz | pobierz)


Składy:

Bayern: Butt - Lahm, Lucio, Demichelis, Lell ('74 Borowski) - Sosa ('69 Altintop), Ottl ('46 Podolski), van Bommel, Ze Roberto, Ribery - Toni

Schalke: Neuer - Rafinha, Westermann, Krstajic, Pander - Jones, Kobiashvili - Farfan, Halil Altintop, Sanchez - Kuranyi

środa, 15 kwietnia 2009

Relacja: Wigan 1:4 Arsenal

W meczu 32. kolejki Premier League Arsenal Londyn pokonał na wyjeździe Wigan Athletic 4:1. Bramki dla zwycięzców zdobyli Theo Walcott, Mikael Silvestre, Andrey Arshavin i Alexandre Song, a honorowego dla miejscowych Mido. W bramce gości wystąpił Łukasz Fabiański.


Mecz:

Po kwadransie gry gospodarze wyszli na prowadzenie. Egipcjanin Mido ładnym strzałem z nożyc zdobył gola. W tej sytuacji niepewnie zachował się polski golkiper, który mógł lepiej interweniować. 23 minuta gry na JJB Stadium. Zbyt mocna wrzutka Kierana Gibbsa w pole karne Wigan; Nicklas Bendtner ledwo zdołał strącić piłkę. Po chwili druga szansa Duńczyka, jednak tylko niegroźny strzał obok słupka. Kilka minut później kontuzja kolana Johana Djourou, który nieszczęśliwie stanął na murawie. Na placu gry za Szwajcara pojawił się były gracz Man United, Mikael Silvestre. Pod koniec pierwszej połowy trzy rzuty rożne dla "Kanonierów", ale nie wynikło z nich żadne zagrożenie. W doliczonym czasie gry, Kieran Gibbs mając na plecach Antonio Valencie przewraca się i nie chcąc dopuścić do sytuacji sam na sam, fauluje Ekwadorczyka za co dostaje żółtą kartkę, a sędzia dyktuje rzut wolny na 25 metrze przed bramką Arsenalu. Do piłki podszedł Ben Watson i trafił w spojenie słupka z poprzeczką.

W 50 minucie faul Cesca Fabregasa przed polem karnym. Rzut wolny wykonuje Hugo Rodallega, ale ponad bramką Fabiańskiego. Polski golkiper popełnił błąd przy następnej akcji. Do piłki zagranej z połowy Wigan wybiegł Mido z pilnującym go Silvestrem. "Fabian" zdecydował się wyjść z bramki i w wyskoku do piłki staranował Egipcjanina, który moment wcześniej zdołał przelobować Polaka. Futbolówka zmierzała wprost do bramki Arsenalu, ale jednak w porę nadbiegł Kieran Gibbs i zdołał ją wybić na aut. Po tej akcji Mido był długo opatrywany, a po chwilowym powrocie na boisko zmienił go Olivier Kapo. Po godzinie gry padła wyrównująca bramka. Piłkę wybitą przez "Fabiana", głową zgrywa Bendtner. Andrey Arshavin praktycznie leżąc już na murawie zdołał podać do Theo Walcotta który mimo asysty obrońcy, umieścił piłkę w siatce. Arsene Wenger chcąc pójść za ciosem wprowadził dwóch piłkarzy którzy odpoczywali na środowy mecz Ligi Mistrzów. Tym samym za Denilsona pojawił się Robin van Persie, natomiast strzelca gola zmienił Emmanuel Adebayor. Na dwadzieścia minut przed końcem spotkania aut na wysokości pola karnego Wigan wykonują "Kanonierzy". Andrey Arschavin ładnym podaniem pomiędzy dwoma rywalami obsługuje Fabregasa, a ten zagrywa w pole karne do Silvestre'a który nie ma problemów z wpakowaniem piłki do siatki. Kilka minut później Gibbs wybija piłkę wprost pod nogi Oliviera Kapo, ale ten nie zdołał wyrównać. W odwecie, Arshavin trafia w słupek bramki Chrisa Kirklanda, a przy dobitce nie myli się van Persie, ale gol nie został zaliczony, bowiem Holender znajdował się na pozycji spalonej. 60 sekund później kolejna szansa Rosjanina, ale nieczysto trafia w piłkę. Zawodnicy Wigan nie poddawali się. Futbolówka po strzale Bena Watsona powędrowała nad murem, a następnie wpadła w ręce dobrze interweniującego Fabiańskiego. Dwie minuty potem strzał Paula Scharnera mija bramkę. W końcówce spotkania kontrę przeprowadza Adebayor. Przed polem karnym gospodarzy zagrywa do Fabregasa, jednak podanie przejmuje jeden z obrońców Wigan który nie chcąc wybijać piłki na oślep posłyła ją wzdłuż pola karne do partnera z defensywy, jednak tam już wbiegał Andrey Arshavin który mocnym strzałem po ziemi podwyższył prowadzenie Arsenalu na 3:1. W doliczonym czasie gry na indywidualną akcję decyduje się Song. Mija bez problemu dwóch obrońców, wpada w pole karne i ustala wynik meczu na 4:1.


Komentarz:

W pierwszych 45 minutach gry lepiej zaprezentowali się gospodarze, którzy oprócz zdobytej bramki przeprowadzili kilka groźnych akcji. Defensywa Arsenalu była niepewna i popełniała błędy. Ataki w wykonaniu Kanonierów też pozostawiały wiele do życzenia. Tylko ze 2, 3 strzały, nie zmierzające w światło bramki. W drugiej połowie nie można powiedzieć by Arsenal, mimo zdobycia czterech goli, grał jakoś nadzwyczaj lepiej. Ich trafienia były bardziej spowodowane błędami obrony rywala (bramki Silvestre'a czy Arshavina), geniuszu danego piłkarza (w tym przypadku Songa) niż przewagą na boisku. Gospodarze po zejściu Mido wyglądali jakby stracili siły i wiarę w korzystny rezultat. Co prawda przeprowadzili też kilka ataków, ale raczej nie zbyt zagrażających bramce Arsenalu. Czy wynik jest więc sprawiedliwy ? Według mnie nie, gdyż goście z Londynu grali przeciętnie, a rezultat nie oddaje tego co działo się na JJB Stadium. Powiem nawet więcej, samo zwycięstwo Kanonierów jest nie do końca zasłużone. Z drugiej strony, chwała piłkarzom Wengera iż skutecznie wykorzystali dwa błędy rywali i mimo słabej gry zaaplikowali rywalom 4 bramki na ich terenie.


Video:
Bramki (zobacz | pobierz)
Skróty (zobacz | pobierz)
Mecz (zobacz | pobierz)

Skład:

Wigan:
Chris Kirkland - Mario Melchiot, Titus Bramble, Paul Scharner, Emmerson Boyce, Maynor Figueroa, Michael Brown, (78' Daniel de Ridder)Ben Watson, (85' Jason Koumas) Antonio Valencia - Mido, (58' Olivier Kapo) Hugo Rodallega

Arsenal:
Łukasz Fabiański - Bacary Sagna, Kolo Toure, Johan Djourou, (35' Mikael Silvestre) Kieran Gibbs - Cesc Fabregas, Denilson, (62' Robin van Persie) Alexandre Song, Andrey Arshavin - Nicklas Bendtner, Theo Walcott (68' Emmanuel Adebayor)

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Relacja: Deportivo 1:2 Atletico

W ostatnim meczu 30. kolejki Primera Division Deportivo La Coruna przegrało na własnym stadionie z Atletico Madryt 1:2. Bramki zdobyli: Sergio Aguero i Simao Sabrosa dla gości oraz Rodolfo Bodipo dla gospodarzy.


Mecz:

Po półgodzinie gry znakomita akcja Aguero. Słynny "Kun" uciekł dwóm rywalom, a trzeci by przerwać szarżę Argentyńczyka sfaulował go na około 20 metrze od bramki. Z rzutu wolnego uderzył Simao Sabrosa ale trafił w mur. 9 minut później na strzał z ponad trzydziestu metrów zdecydował się Paulo Assuncao ale piłka poleciała wysoko w trybuny. Bramkę do szatni dla Atletico zapewniła znakomita dwójkowa akcja pomiędzy Aguero i Forlanem. Argentyńczyk rozegrał "klepkę" ze starszym kolegą i wybiegł z obrońcą na plecach przed wychodzącego bramkarza którego przelobował ładnym strzałem. W tym momencie Rojiblancos wyszli na prowadzenie.

w 49 minucie szansa gości na podwyższenie wyniku. Wspaniała akcja Forlana - minął kilku rywali, odegrał do środka pola karnego, piłka poszła na bok do Maximiliano Rodrigueza który trafił w poprzeczkę Deportivo. Chwilę później przed szansą stanął Kun Aguero. Strzelec pierwszego gola ustawiony tyłem do bramki zrobił kilka kroków do środka i przez nikogo niepilnowany oddał strzał który z trudem obronił Daniel Aranzubia. Na 20 minut przed końcem meczu Raul Garcia wypuścił podaniem Simao Sabrossę, który po szybkim rajdzie i asyście obrońcy skierował piłkę do bramki. W tym momencie Atletico prowadziło już 2:0. Jednak Deportivo się nie podało. Dobra akcja Pablo Alvareza. Piłkarz "El Depor" zwiódł jednego obrońcę, wbiegł w pole karne, lecz nie zdołał pokonać Leo Franco. Po tej akcji z placu gry zszedł Kun Aguero, a w jego miejsce wbiegł Ever Banega. W 80 minucie Pablo Alvarez przyjął dobre podanie z przeciwnej flanki, przełożył piłkę na lewą nogę, czym zwiódł jednego z obrońców i oddał strzał który odbił golkiper. Jednak ataki Deportivo nie ustawały. Juan Fernandez uderzył w polu karnym zewnętrzną częścią stopy, ale golkiper Madrytczyków ponownie zdołał wybić. Kontaktową bramkę na kilka minut przed końcem zdobył Rodolfo Bodipo. Piłka zagrana z rzutu wolnego wykonywanego z lewej strony boiska przelatuje przez całe pole karne Atletico aż w końcu trafia do Bodipo stojącego przy słupku. W doliczonym czasie gry duża nieporadność gości w blokach defensywnych, jednak Fernandez trafia tylko w słupek. Była to ostatnia akcja niedzielnego meczu.


Komentarz:

W pierwszej połowie gra pod obiema bramkami nie mogła zachwycić. Niewiele groźnych akcji, o strzałach nie wspominając. Przewagę miało Atletico, co uwieczniło bramką przed przerwą, po pięknej akcji napastników. Drugie 45 minut były już ciekawsze. Przede wszystkim ze względu na sytuacje podbramkowe których nie brakowało. Imponująco wyglądał rajd wykonany przez byłego gracza Manchesteru, Diego Forlana po którym Maxi Rozdriguez trafił w poprzeczkę. Po drugiej bramce dla gości, Deportivo wzięło się do odrabiania strat i stworzyło kilka ciekawych sytuacji. Z dobrej strony zaprezentował się Pablo Alvarez, który kręcił obrońcami z Madrytu. W zwycięskiej ekipie bardzo dobrze zaprezentował się niejednokrotnie już przeze mnie wymieniany Sergio "Kun" Aguero. Nienaganna szybkość, dobry balans ciała, zwody i umiejętność utrzymania się przy piłce jak i na nogach to główne cechy które rzucają się w oczy w grze młodego Argentyńczyka. Co wiadomo od pewnego czasu, ma zadatki na wielkiego piłkarza. Trzymam za niego kciuki i spróbuje częściej oglądać "Kuna" w akcji, bowiem raczej rzadko mi się to dotychczas zdarzało.


Video:
Bramki (zobacz | pobierz)
Skrót (zobacz | pobierz)
Mecz (zobacz | pobierz)

Składy:

Deportivo: Daniel Aranzubia - Albert Lopo, Pablo Amo, Laure - Andres Guardado, Angel Lafita (70' Rodolfo Bodipo), Juan Carlos Valeron, Julian de Guzman, Juan Rodriguez - Niouoi Lassad (75' Pablo Alvarez), Luis Filipe

Atletico: Leo Franco - Tomas Ujfalusi, Johnny Heitinga, Pablo Ibanez, Antonio Lopez (85' Mariano Pernia) - Simao Sabrosa, Raul Garcia, Paulo Assuncao - Diego Forlan (88' Florent Sinama Pongolle), Sergio Aguero (78' Eber Banega), Maxi Rodriguez

sobota, 14 lutego 2009

Relacja: Watford 1:3 Chelsea

W ostatnim sobotnim spotkaniu V rundy Pucharu Anglii, Chelsea Londyn wygrała z Watford FC 3:1 i awansowała do ćwierćfinału. Wszystkie bramki dla zwycięzców zdobył Francuz Nicolas Anelka.


Mecz:


Pierwsza połowa była dość wyrównana ze wskazaniem na gości z Londynu. Już po kilkunastu sekundach gry Chelsea mogła prowadzić, jednak Salomon Kalou nie trafił w piłkę po dośrodkowaniu Didiera Drogby. W 11. minucie po rzucie rożnym główką strzelał Alex, ale ponad poprzeczkę. Kilkanaście minut później dwukrotnie z rzutów wolnych próbował szczęścia Frank Lampard: za pierwszym razem w mur, za drugim uderzył już lepiej, ale bramkarz Scott Loach zdołał mimo problemów wybić piłkę. Kolejny strzał na bramkę gospodarzy oddał Didier Drogba, ale golkiper Watford i tym razem obronił. W 33. minucie dobrą akcję przeprowadził Jobi McAnuff, który wywalczył rzut wolny na lini pola karnego. Jednak już chwilę później kontratak Chelsea mało co nie zakończył się bramką. Po dobrym odegraniu Drogby, szansę miał Nicolas Anelka, ale trafił w słupek. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy kolejna znakomita akcja McAnuffa i podobnie jak wcześniej, rzut wolny. Dośrodkowanie do Grzegorza Rasiaka na długi słupek, lecz po strzale Polaka jeden z piłkarzy "The Blues" wybija piłkę na rzut rożny. Minutę później były gracz m.in. Groclinu Grodzisk oddaje strzał z dość ostrego kąta, lecz Petr Cech broni. Ostatnie słowo w tej części należało do zespołu przyjezdnych, a dokładnie do Anelki który oddał niecelny strzał obok słupka. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bezbramkowym.

Druga połowa to zdecydowana dominacja graczy z Londynu. Od pierwszych minut groźnie atakowali i wiadomo było że gospodarzom nie będzie już tak łatwo jak w pierwszej części. Najpierw bardzo dobry strzał oddał Lampard, lecz piłka po jego uderzeniu minimalnie minęła bramkę. Kilka minut później młody Michael Mancienne niepilnowany zbiegł do środka i równie niewiele zabrakło by pokonał Scotta Loacha. Ataki Chelsea nieustawały. Najpierw groźnym strzałem z półobrotu popisał się Drogba, a następnie wielką nieporadnością Michael Ballack, który nie zdołał dobić piłki z dwóch metrów do pustej bramki. W 65 minucie z boiska zszedł rozgrywający dobre spotkanie Rasiak. W jego miejsce pojawił się Tamas Priskin. Jak się okazało, była to trafiona zmiana, gdyż Węgier niecałe 5 minut później zdobył gola. Napastnik wybiegł przed obrońców Chelsea którzy chyba liczyli ze sędzia odgwiżdże spalonego. Tak się jednak nie stało (a raczej powinno, jak pokazywały powtórki) i Priskin mimo słabego strzału (w Cecha) zdołał umieścić piłkę w siatce gości. Ray Wilkins który w tym spotkaniu prowadził Londyńczyków postanowił zmienić defensywnego pomocnika Obi Mikela, a w jego miejsce wprowadzić młodego napastnika Miroslava Stocha. Jednak to nie on zdobył wyrównującą bramkę, a Nicolas Anelka. Francuz po dośrodkowaniu Lamparda z rzutu rożnego i odbiciu jeszcze piłki przez Branislava Ivanovicia zdobył bramkę strzałem z przewrotki. Dwie minuty później Anelka trafil ponownie, tym razem strzałem głową, mimo że w pobliżu było aż 3 defensorów Watford. W 90 minucie ostatnią szansę dla gospodarzy zmarnował McAnuff który w dobrej sytuacji trafił w Petra Cecha. Zemściło się to na Watford, którzy stracili trzecią bramkę. Anelka strzałem na długi słupek ustanowił wynik meczu. Francuz zaliczył klasycznego hat-tricka, a Chelsea wygrała 3:1 i awansowała dalej.


Piłkarze:

Mimo zdobycia wszystkich trzech bramek dla Chelsea, dzisiejszy mecz w wykonaniu Nicolasa Anelki (a właściwie do 75 minuty) był przeciętny. Lepiej grał jego partner z ataku - Didier Drogba. Choć najlepszy był IMO kapitan Frank Lampard, który to nieraz ciągnął grę gości, a kilkukrotnie sam próbował zdobyć bramkę. Do tego zaliczył dwie asysty. Poza nim, z dobrej strony pokazał się Alex rozgrywając niezłe zawody w defensywie oraz młody angielski obrońca, Michael Mancienne o którym jest coraz głośniej w futbolowym świecie. 21-latek często podłączał się do ataków Chelsea. Dobrą zmianę dał Miroslav Stoch który wszedł na ostatnie 20 minut.

A teraz odnośnie piłkarzy Watfordu. Osobiście chciałbym wyróżnić czterech graczy. Zacznę od bramkarza, Scotta Loacha który kilka razy uchronił swoją drużynę przed utratą bramki. Może nie zaliczył jakiś genialnych interwencji, ale bronił dobrze. Drugim zawodnikiem jest strzelec gola, Tamas Priskin. Pochwały Węgrowi należą się nie tylko za trafienie, ale też za samą postawę na boisku. Priskin zmienił naszego byłego reprezentanta Grzegorza Rasiaka który bym wyróżniającym się zawodnikiem gospodarzy. Oddał kilka strzałów, poza tym wracał często do defensywy co było widoczne. Na przykład w 27 minucie, kiedy to Polak wybił piłkę z pod nóg składającemu się do strzału Salomonowi Kalou.

Na koniec zostawiłem sobie najlepszego wg mnie piłkarza Watfordu w tym meczu, którego nazwisko w powyższej relacji wymieniałem kilkukrotnie, a chodzi tu o Jobiego McAnuffa. Ten skrzydłowy nieraz znakomitym balansem ciała i zwodami wkręcał w ziemię zawodników Chelsea. Nie miał żadnych oporów w pojedynkach z bardziej znanymi rywalami. 27-letni Jamajczyk który tylko raz reprezentował swój kraj (w meczu towarzyskim z Nigerią w 2002 roku) rozpoczynał karierę w Wimbledonie. W styczniu 2004 roku przeszedł do West Hamu, jednak tam nie spełnił oczekiwań i odszedł po półroku do Cardiff City. Po rozegraniu ponad 40 spotkań w walijskiej drużynie, McAnuff odszedł do Crystal Palace. Po dobrych występach, jamajczykiem w 2006 roku zaczęły interesować się lepsze zespoły m.in. Bolton czy Charlton, lecz ten wolał pozostać na Selhurst Park. Odszedł rok później do Watfordu za 1.75 mln funtów.
Ku mojemu zdziwieniu, znalazłem nawet na YouTube kompilacje przedstawiającą właśnie McAnuffa. Oto i ona:




Składy:

Chelsea: Cech - Mancienne, Ivanovic, Alex, A.Cole - Ballack (83’ Belletti), Mikel Obi (73’ Stoch), Lampard (c) - Anelka, Drogba, Kalou.

Watford: Loach - Hoyte, Mariappa, DeMerit (c), Doyley - Jenkins, Smith, Wiliamson, McAnuff - Rasiak (65' Priskin), Hoskins.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Relacja: Cardiff 0:0 Arsenal

W pierwszym niedzielnym spotkaniu IV rundy FA Cup, Arsenal Londyn zremisował bezbramkowo na wyjeździe z finalistą z ubiegłego roku, Cardiff City.


Mecz:

Początek meczu należał do gospodarzy, którzy chcieli chyba zaskoczyć faworyzowanych gości szybko zdobytą bramką. Jednak to się nie udało i do głosu powoli zaczęli dochodzić "Kanonierzy". Piłkarze Cardiff jednak dobrze się bronili i nie dopuścili do utraty bramki. Dobrą okazję do wyprowadzenia Arsenalu na prowadzenie miał Samir Nasri będąc praktycznie sam na sam z bramkarzem rywali, jednak młody Francuz nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Londyńczycy grali przeciętnie w pierwszej połowie spotkania i do przerwy zasłużenie remisowali z niżej notowanym przeciwnikiem. W drugich 45 minutach podopieczni Arsene'a Wengera grali znacznie lepiej. Tworzyli więcej sytuacji podbramkowych i dłużej utrzymywali się przy piłce, spychając gospodarzy na ich połowę boiska. Bliski pokonania bramkarza Cardiff w 54 minucie spotkania był Robin van Persie, kiedy to piłka po strzale Holendra z rzutu wolnego minęła słupek o centrymetry. Na 15 minut przed końcem, przed znakomitą szansą stanął wprowadzony w drugiej połowie Adebayor. Togijczyk miał przed sobą praktycznie pustą bramkę i przez nikogo nieatakowany, niezdołał trafić w futbolówkę. Mecz zakończył się remisem 0:0. Rewanż zostanie rozegrany za kilka dni na Emirates Stadium.



Piłkarze:

W podstawowej jedenastce gości wyszedł polski bramkarz, Łukasz Fabiański. Reprezentant naszego kraju był bardzo pewnym punktem swojej drużyny i nie zawiódł w kluczowych momentach. Oprócz jednego dobrego wyjścia przed pole karne i wybicia piłki (55 min) oraz pewnego wyłapywania dośrodkowań, "Fabian" popisał się bardzo dobrą obroną po strzale Rossa McCormacka z około 25-30 metrów.

Aaron Ramsey, niedoszły gracz United, którego Arsenal pozyskał właśnie z Cardiff City, chyba za bardzo przejął się powrotem na stare śmieci, gdyż był dzisiaj jednym ze słabszych piłkarzy na boisku. Jak nie jakieś niecelne podanie, to złe przyjęcie lub strata piłki. Zapewne chciał się przypomnieć kibicom, ale to nie był jego dzień. Słusznie zmieniony po godzinie gry za Abou Diaby'ego.

Chciałem jeszcze poruszyć kwestię Nicklasa Bendtnera, który grał dzisiaj od początku spotkania. W pierwszej połowie Duńczyk tak jak i cały Arsenal grał słabo; natomiast w drugiej wyglądał już lepiej. (raz nawet próbował strzelać z przewrotki, ale nieskutecznie) W 66 minucie gry Emanuel Adebayor pojawił się na boisku za Eboue. Tym samym w szeregach Arsenalu mogliśmy oglądać trzech napastników. Jednak Bendtner, który 16 stycznia tego roku skończył 21 lat, cofnął się do drugiej lini i ku mojemu pewnemu zdziwieniu nieźle sobie na tej pozycji radził. Dobre przyjęcie, ładny obrót z piłką, potem akcje czy to z Adebayorem czy z van Persim. Ostatecznie Bendtner został zmieniony w 87 minucie za młodziutkiego Jacka Wilshere'a który prawdę mówiąc swoją posturą w porównaniu z innymi piłkarzami na boisku przypominał małego, drobniutkiego chłopaczka. (sprawdziłem z ciekawości na wikipedii - 170 cm wzrotu i 60 kg wagi)

Warto poświęcić kilka zdań drużynie gospodarzy. A raczej piłkarzom których nazwiska po tym spotkaniu nie będą mi już takie obce. Po pierwsze Peter Enckelman - fiński bramkarz wypożyczony do Cardiff z Blackburn Rovers. Kilkukrotnie ratował swój zespół od straty gola. I mimo iż może nie zaliczył jakiś wspaniałych interwencji, to jednak koledzy mogli mu zaufać. Poza tym, skojarzyłem go z bardzo słynnego gola samobójczego z przed kilku lat. (wówczas występował w barwach Aston Villi) Natomiast drugim piłkarzem jest napastnik Ross McCormack. Miał dwie bardzo dobre okazje do strzelenia bramki, pierwsza to wspomniany już przeze mnie wcześniej strzał z daleka obroniony przez Fabiańskiego, druga to rzut wolny na pamięć minut przed końcem meczu. McCormack uderzył bardzo dobrze, piłka odbiła się od poprzeczki, lecz wylądowała ostatecznie za bramką. Oprócz tego, to właśnie Szkot stanowił największe zagrożenie dla bramki polskiego golkipera "Kanonierów" w pierwszych minutach spotkania.





Składy:

Cardiff: Enckelman - McNaughton, Gyepes, Johnson, Kennedy - Rae, Parry, Ledley, Burke (79 Capaldi ) - Bothroyd (90+1 Johnson ), McCormack.

Arsenal: Fabianski - Sagna, Toure, Djourou, Gibbs - Nasri, Ramsey (59 Diaby ), Song Billong, Eboue (66 Adebayor ) - Van Persie, Bendtner (87 Wilshere ).